zamknij

Wiadomości

Cienka, kolorowa nitka utkana w gobelinie życia

2019-04-21, Autor: Tomasz Talaga

Życie starego człowieka jest jak fregata przemierzająca morza i oceany. Zniszczona sztormami, dziurawa, z połamanym głównym masztem. Bierze wodę, wszystko w niej trzeszczy, za chwilę pójdzie na dno. Jednak w jej środku kryją się nieprzebrane skarby fascynujących historii zebranych w rozlicznych portach odwiedzanych na przestrzeni całego życia. Tysiące doświadczeń niby drogocenne perły i złoto, egzotyczne przyprawy i wonności, złożone w majestatycznych skrzyniach pod pokładem. W umierającym ciele nadal tli się cudowne życie.

W ten szczególny dzień pozwalam sobie na krótką refleksję nad umieraniem. Gdy w latach 90. minionego stulecia kończyłem studia na Uniwersytecie Łódzkim, zdarzyło się za sprawą jednego z wykładowców, że na wykład gościnny do klubu dyskusyjnego dla studentów przyjechał specjalista od opieki paliatywnej. Termin „opieka paliatywna” był wtedy novum i we mnie osobiście wzbudził duże zainteresowanie. Dziś już nie pamiętam ani nazwiska wykładowcy, ani tytułu jego wykładu, pamiętam jednak dobrze dwa fakty przytaczane podczas tego spotkania. 

Reklama

Pierwsze, co mnie zszokowało, to ilość funkcjonujących hospicjów w dwóch bardzo rozwiniętych gospodarczo i bogatych krajach Europy Zachodniej: Holandii i Wielkiej Brytanii. W Holandii, w której debata o eutanazji i proces jej legalizacji trwał od 1973 roku, istniały wtedy 2 hospicja. W Wielkiej Brytanii, gdzie eutanazja nie była wtedy (i nadal nie jest) zalegalizowana, hospicjów było ponad 130. Uwzględniając nawet różnice w wielkościach populacji obu krajów przyznać trzeba, że różnice są znaczące. 

Opieka paliatywna, ukierunkowana na osoby nieuleczalnie chore i cierpiące, odbywa się dzisiaj głównie w hospicjach, stacjonarnych lub domowych. Praca w nich wymaga nie tylko specjalistycznej wiedzy medycznej, ale także, a może przede wszystkim, pewnych postaw. Współodczuwania, bezinteresowności i zobaczenia w chorym, umierającym - człowieka. Wymaga także odwagi zmierzenia się z tajemnicą cierpienia i odchodzenia. Wielką szlachetną sztuką jest umiejętność towarzyszenia umierającym tak, aby nie tylko nie utracili poczucia swej godności, ale więcej, aby godność tę lepiej odkrywali i rozumieli. By mogli odejść spokojni.

W przywołanym wcześniej spotkaniu na uniwersytecie usłyszałem piękną historię. Otóż w jednym z brytyjskich hospicjów, oprócz niezbędnego sprzętu i wyposażenia, znajdowało się jeszcze jedno urządzenie. Był to tradycyjny warsztat tkacki, na którym podopieczni, nieuleczalnie chorzy, tkali niekończący się gobelin. Każdy, kto przy nim siadał, zostawiał jakiś swój niepowtarzalny, indywidualny wzór. Gdy umierał, jego miejsce zajmował ktoś inny - gobelin jednak się nie kończył, trwał nadal i, można by rzec, pielęgnował pamięć o unikalnych osobowościach jego autorów. Piękne prawda?

Bolesny temat ludzkiego cierpienia i śmierci dla wielu z nas jest za trudny. Współcześnie niechętnie mówi się o umieraniu, o starości, niedołężności i bólu. Nawet, jeśli czasami o tym myślimy, intuicyjnie wypychamy tego typu myśli z pamięci, by nie burzyć komfortu psychicznego sobie i najbliższym. Chyba, że pewnego dnia ten problem dotyka nas bezpośrednio na przykład przez chorobę nowotworową nas samych lub kogoś, kogo bardzo, bardzo kochamy. Wtedy zaczyna się dramat. 

Dziś cywilizowany świat buduje hospicja albo legalizuje i usprawnia eutanazję. W kulturze polskiej, nadal mocno osadzonej na fundamencie wartości chrześcijańskich, idziemy w kierunku opieki hospicyjnej. Osobiście uważam, że dobrze. By jednak pomoc cierpiącym i umierającym miała sens, potrzeba do tego determinacji, dobrej woli i pieniędzy. Czyich? Tych, którzy nimi dysponują w naszym imieniu. 

Człowiek to taka unikalna konstrukcja, której nie da się powtórzyć. Jest tu i teraz jedyna w swoim rodzaju, przebogata wewnętrznie i piękna w swej niepowtarzalności. Gdy dochodzi kresu, gdy jej życie kończy się, odruchowo staramy się moment ten odwlec, złapać jeszcze choć chwilę jej obecności. By nie zaskoczyła nas swoim niespodziewanym odejściem. Jeżeli moment ten przeoczymy, gdy nie zdążymy się pożegnać i z faktem tym oswoić, czujemy pustkę i ból. Być może ważniejsze jest to, co czuje i jak cierpi, fizycznie i psychicznie człowiek, który umiera sam. Zupełnie sam, bezradny, ubezwłasnowolniony chorobą, rozpaczliwie czekający na kogoś. Na czyjąś rękę, która opatrzy, nakarmi, umyje. Na czyjeś słowo, które uspokoi, podniesie i pozwoli uwierzyć, że nawet w cierpieniu i umieraniu ukryty jest jakiś sens. 

Hospicjum to nie tylko procedury medyczne i pielęgnacyjne. To znacznie więcej. Nieporównywalnie więcej. Hospicjum to nadzieja, bezpieczeństwo i odwaga do godnego przejścia. Na drugą stronę, w nieznane. Jeżeli nas, jako mieszkańców tego miasta czy regionu nie  stać na zbudowanie miejsca dla człowieka, by spokojnie i godnie odszedł, to nie stać nas także na inne wielkie i ważne czyny. Tak po prostu. 

W ten piękny i świąteczny dzień zachęcam do przemeblowania listy priorytetów i nadrobienia wstydliwych zaległości. Nigdy bowiem nie jesteśmy pewni, czy ktoś z nas, piszących i czytających ten tekst, nie zajmie miejsca na drucianym łóżku i będzie z utęsknieniem czekał na przyjazną rękę i przyjazne słowo. Być może, dzięki naszej dobrej woli, będziemy mieli szansę zostawić fragment niepowtarzalnego wzoru na niekończącym się kolorowym gobelinie  ludzkich spraw.

Oceń publikację: + 1 + 33 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Na kandydata którego komitetu wyborczego zagłosujesz w wyborach do Parlamentu Europejskiego?







Oddanych głosów: 1475