zamknij

Wiadomości

Relacja z Suszka godzina po godzinie: „Serce podchodzi do gardła. Jeśli we wsi są takie zniszczenia, to co musi być nad jeziorem…”

"Nawałnica przeszła nad wsią. Wokół absolutna ciemność i cisza. Gdzieniegdzie jeszcze kropi deszcz. Mieszkańcy wychodzą na ulicę i próbują zorientować się w sytuacji. Błyskają latarki. Drogi zawalone powalonymi drzewami."
Relacja z wydarzeń towarzyszących tragicznej burzy oraz z podjętych działań z Suszka i Lotynia.

Cisza i ciemność
10 sierpnia 2017 23:30
Nawałnica przeszła nad wsią. Wokół absolutna ciemność i cisza. Gdzieniegdzie jeszcze kropi deszcz. Mieszkańcy wychodzą na ulicę i próbują zorientować się w sytuacji. Błyskają latarki. Drogi zawalone powalonymi drzewami, ale w jakiś naturalny sposób ludzie zaczynają zbierać się na głównym skrzyżowaniu. Wszyscy z niedowierzaniem mówią o sile burzy. Wszyscy dopytują się, czy nikt nie ucierpiał. Po paru minutach jest jasne, że mieszkańcom Lotynia nic się nie stało. Nerwowo pada pytanie: „A nasi harcerze?”

Reklama

Chwila ciszy. Każdemu serce podchodzi do gardła. Jeśli we wsi są takie zniszczenia, to co musi być tam nad jeziorem…

Ktoś szybko rzuca: „Za 15 minut ruszamy z latarkami. Spotykamy się w tym samym miejscu.” Kilkanaście osób rozchodzi się do domu, aby się przebrać, bo wcześniej wszyscy wyszli jak spali. Trzeba założyć mocne buty i ubranie, które się nie porwie.

Po 15 minutach grupa rusza: jedenastu mężczyzn i jedna kobieta. Pozostali ich żegnają i proszą, aby dawali znać, jak tylko znajdą harcerzy. Grupa migających światełek oddala się, aż w końcu gaśnie, gdy pierwsza nieformalna grupa poszukiwawcza ginie za zakrętem drogi.

Grupa przedziera się przez wiatrołomy przez dwie godziny. Normalnie byli w stanie dotrzeć do obozu w ciągu 30 minut. Maksymalny wysiłek, duża dawka adrenaliny, pot czasami zalewa oczy.

Mieszkańcy Lotynia byli pierwsi
11 sierpnia 2017 ok. 1:30
Udaje się. Docierają do nich. Po dwóch godzinach czekania w ciemności i chłodzie harcerze dostają coś najważniejszego – otuchę i nadzieję, że ktoś się nimi interesuje, że ktoś zaraz ich stamtąd zabierze. Dowiadują się, że z większością harcerzy wszystko OK. Wszyscy mają jedną myśl: to cud, że prawie wszyscy są w bardzo dobrym stanie. Trwają poszukiwania jeszcze jednej osoby. Natychmiast się włączają i zaczynają przeczesywać las na równi z instruktorami. To właśnie ktoś z mieszkańców odnajduje ostatnią osobę. Niestety nie można już jej pomóc…

Ekipy ratownicze przedzierają się w kierunku obozu zarówno od strony Suszka jak i od strony Lotynia.

Najszybciej dociera grupa z Lotynia również dzięki wskazówkom mieszkańców, jak ominąć najtrudniejsze przeszkody na leśnych drogach. Znają te łąki i lasy jak własną kieszeń.

Ok. 5.30 udaje się udrożnić przejazd dla samochodów terenowych na odcinku: obóz harcerski – Lotyń. Karetki nie są w stanie dotrzeć na miejsce obozu. Samochodami terenowymi ewakuowani są najpierw poszkodowani, a później pozostali uczestnicy. Wszystkie osoby zdrowe po oględzinach lekarskich oraz krótkiej obserwacji przewożone są do Świetlicy Wiejskiej w Lotyniu. Tam mieszkanki czekają już z kanapkami, gorącą herbatą i słodyczami oraz suchymi ubraniami i kocami. Młodzież odzyskuje humory. Przez świetlicę w Lotyniu przewija się około 100 osób. Każdy wychodzi stamtąd najedzony i rozgrzany oraz w suchych skarpetkach. Wszyscy odwożeni są do Szkoły w Nowej Cerkwi, skąd odbiorą ich rodzice. Pozostałe osoby karetkami z punktu opatrunkowego na skraju wsi odwożone są do pobliskich szpitali.

12 sierpnia 2017 od 9:30
Harcerze zbierają rzeczy osobiste oraz sprzęt obozowy.

Traktory z przyczepami wywożą od rana wszystko z terenu obozu na skraj wsi i pakują te rzeczy na TIR-a. Przez cały dzień pracują z nimi właściciele traktorów i przyczep rolniczych. Tylko w ten sposób można wywieźć sprzęt z terenu obozu. Część harcerzy, która przyjechała do pomocy w obozie zostaje oddelegowana do pracy we wsi i usuwaniu skutków huraganu.

Dług wdzięczności
12 sierpnia 2017 22:30
Przy grillu u Pani Lucyny spotykają się mieszkańcy z instruktorami. Wymieniają się wiadomościami i dziękują sobie nawzajem. Harcerze są niesamowicie wdzięczni za natychmiastową akcję ratowniczą i opiekę w czasie ewakuacji. Mieszkańcy dziękują, że pomimo mnóstwa roboty w obozie część została oddelegowana do pomocy we wsi.

Świadkowie powtarzają, że tylko dzięki doskonałej organizacji wewnętrznej harcerzy byli w stanie wyprowadzić w bezpieczne miejsca i uratować aż tyle osób. Są pod wrażeniem dyscypliny i sprawności działania zarówno w czasie akcji jak i w czasie sprzątania. Jeden z instruktorów mówi, że mieszkańcy tej okolicy, pozostaną na zawsze w naszych sercach bezimiennymi bohaterami, bo w całym zamieszaniu jakoś nie było czasu się wymieniać imionami. Wszyscy siedzą dookoła ogniska, bo w całej wsi nie ma prądu. Nie ma i nie będzie przez 2-3 tygodnie.

Naczelnik Harcerzy ZHR, hm. Robert Kowalski pisze:
„W bliższej i dalszej okolicy na pewno są ludzie dobrego serca, którzy mogą mieć i zgodzą się pożyczyć na 2-3 tygodnie taki specjalistyczny agregat. Tylko trzeba to nagłośnić. Więc ruszamy z akcją: AGREGAT DLA LOTYNIA. Papież Franciszek mówił „wstań z kanapy” i my powtarzamy za nim: jeśli masz agregat, pakuj go do samochodu i ruszaj do Lotynia. A może agregat ma Twój sąsiad albo wujek? Idź i pogadaj z nim. To jest czas, aby wstać z kanapy. Przez Internet nie da się pomóc. Tam sołtys (pan Arek Kubczak) powie Ci, kto go najbardziej potrzebuje. Zabierz dzieci, aby zobaczyły, jak ludzie sobie pomagają. Pomóż nam odwdzięczyć się mieszkańcom Lotynia.”

Do wioski dotarły kolejne grupy harcerzy niosące potrzebną pomoc.
Poza domostwami mieszkańców harcerze pełnią także służbę przy usuwaniu i zwożeniu drzew z pól oraz dróg komunikacyjnych. Zapewniona jest opieka dla dzieci. Wszystkie wolne agregaty w ZHR-ze są tam już wysłane, dzisiaj dotarły kolejne i na potrzeby domowe dla mieszkańców wsi one wystarczą. Ale najbardziej potrzeba przemysłowych agregatów prądotwórczych.

Potrzebne są przemysłowe agregaty prądotwórcze o mocy większej niż 10kW do obsługi m.in. dojarni i chłodni, żeby nie gniła żywność, plony i można było oporządzić inaczej niż ręcznie liczny inwentarz. Możliwość wypożyczenia można zgłaszać na rzecznik@zhr.pl lub w Lotyniu u sołtysa.

W szpitalach pozostaje jeszcze 3 uczestników ewakuowanego obozu, 2 z nich jutro zostanie wypisanych do domów. Pozostałe harcerki i harcerze mają cały czas zapewnioną opiekę psychologiczną oraz wsparcie najbliższych. Nadal trwają prace nad usuwaniem skutków nawałnicy.

ZHR działa na terenie Lotynia, Sternowa i Krojantów. Są już wystarczające siły instruktorów ZHR z Mazowsza, Pomorza i Kujaw, którzy usuwają skutki nawałnicy na terenie pól i domostw mieszkańców wsi. Służba polega w pierwszej kolejności na usuwaniu drzew i gałęzi z pól uprawnych, by umożliwić ich pilne skoszenie (zboże przyduszone burzą zgnije).

Usuwane są także przeszkody z dróg dojazdowych do słupów linii energetycznych, aby odpowiednie służby miały możliwość ich naprawy. W Krojantach harcerze porządkują zniszczony cmentarz. Działaniem ważnym, ale nie najpilniejszym, jest porządkowanie zniszczonego parku w Lotyniu. Harcerki zorganizowały opiekę dla dzieci, aby ich rodzice mogli poświęcić się usuwaniu zniszczeń.

Również w Rytlu jest zorganizowana akcja pomocowa. Tam służbę koordynuje ZHP z Chojnic. Siły i środki wolontariuszy są wystarczające by pokryć wszystkie potrzeby.

Oceń publikację: + 1 + 140 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Dexter 2018-10-31 13:42:24

    Faktycznie straszna sprawa. Człowiek wysyła dzieciaki na obóz harcerski po to, aby się nauczyły, były samodzielne itd. A tu mu wracają dzieciaka martwego. Ja aż się boję pytać tych harcerzy, co oni tam przeżyli. Chciałbym z drugiej strony kiedyś osobiście ich zobaczyć, przytulić i powiedzieć..."Już dobrze...". Najbardziej to jest mi żal Mai Pipczyńskiej, siostry zabitej w Suszku Olgi. Mogę się jedynie domyślać, jak ciężkie chwile to były dla niej.

    0 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.