zamknij

Sport i rekreacja

SIATKÓWKA: Aniołki, Złotka? To ma być zespół. Polska kadra siatkarek Jacka Nawrockiego rozpoczyna marsz ku weryfikacji

2019-05-16, Autor: Jakub Balcerski

Rok 2019 to rok sprawdzianu dla polskiej siatkówki kobiecej. I zespołu, który przez kolejne miesiące konsekwentnie budował trener Jacek Nawrocki. Związek po pierwszych niepowodzeniach i braku sukcesów na arenie międzynarodowej dał mu kredyt zaufania, który może zostać rozliczony już niedługo. 

 

Słowo “presja” nie jest ulubionym określeniem pod kątem tego, co czeka kadrę - najpierw dziesiątki meczów w turniejach towarzyskich i Lidze Narodów, potem kwalifikacje olimpijskie, a następnie mistrzostwa Europy. Musimy zatem przyznać, że oczekiwania będą, jeśli już nie są ogromne. Zwłaszcza, że na żeńską siatkówkę w naszym kraju mało kto patrzy realistycznie. Wolimy spojrzenie życzeniowe, westchnieniami wspominając tradycje, “Złotka” i inne wielkie chwile. Żeby zrozumieć, jak wygląda nasza rzeczywistość, trzeba zajrzeć dużo głębiej.

Reklama

1500 dni

Polki jedynie 3 razy grały na igrzyskach olimpijskich. Dwukrotnie, w latach 60. wracały z nich jednak z medalami na szyi. Z mistrzostw Europy przywoziły medale aż 11 razy, w tym za każdym razem w ciągu pierwszych 8 edycji, nigdy ich jednak wówczas nie wygrywając. Po 32-letniej przerwie od takich sukcesów przyszła jednak era “Złotek” Andrzeja Niemczyka, która zawładnęła umysłami fanów polskiej siatkówki. Do tego udało się jeszcze nawiązać 8 lat temu, gdy podczas domowych mistrzostw Europy łupem naszych zawodniczek padł brąz.

Takie tradycje ma u nas stawka, o jaką tylko w tym roku zagra reprezentacja Jacka Nawrockiego.

Szkoleniowiec w biało-czerwone barwy ubiera się już przez ponad 1500 dni. W ich trakcie zdążył zagrać na mistrzostwach Europy i zająć 8 oraz 10 miejsce, nie uzyskać kwalifikacji na igrzyska olimpijskie w 2016 i mistrzostwa świata w 2018 roku - w kuriozalnych z resztą okolicznościach. Po niepowodzeniu przed Rio związek nie zamknął trenerowi drogi, a ten zaczął… no właśnie budowę, czy przebudowę tego zespołu?

- Wchodząc do współpracy z PZPS ja widziałem naszą reprezentację w 2 aspektach: wykorzystywanie tego, co mamy, czyli zawodniczki doświadczone i mocne, jak Anna Werblińska, Izabela Bełcik, czy Kasia Skowrońska, a potem zrozumienie, że w naszej siatkówce kobiecej jest zapaść. Szkolenie przez te 10 lat może i było, ale nie przynosiło nam takich rodzynków, a chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że gra wielu zespołów się na takich siatkarkach opiera i nie zawsze jest to poparte całym systemem. Tym samym najpierw starałem się coś zrobić z doświadczonymi zawodniczkami, z którymi zdobyłem srebro igrzysk europejskich w Baku, ale także brak kwalifikacji do igrzysk. Tam według obserwujących te spotkania graliśmy najlepszą siatkówkę kobiet w Polsce ostatnich lat - wspominał Jacek Nawrocki jesienią w audycji “Pismak” na antenie RadioGol.pl.

- To jednak nie wystarczyło na reprezentacje Włoch oraz Rosji. Po spotkaniu przyszły do mnie te bardziej doświadczone siatkarki, które mogłem traktować jako autorytety dla zespołu i powiedziały “Trenerze, my gramy przeciwko trzeciemu pokoleniu tych drużyn. To ciągle my gramy i jesteśmy najlepsze w kraju. Ale nie tędy droga”. I wtedy zrozumiałem, że wtedy trzeba na to spojrzeć inaczej i zacząć przebudowę... A w zasadzie nawet budowę żeńskiej siatkówki w Polsce od nowa - mówił trener.

Czyli budowa

Podstawy były, w końcu nie można zbyt wiele zmienić w zespole, do którego co roku na poszczególne pozycje nadawały się niemalże te same zawodniczki. Jacek Nawrocki odmładzał jednak powoływaną kadrę, choć stopniowo. Wielu i tak miało mu to za złe. Maj 2017 roku, Torwar. Feralny mecz z Czeszkami. Długie, wygrane granie na przewagi w pierwszym secie, potem dwa zupełnie różne, choć zakończone wynikami do 14 - najpierw dla Czeszek, potem dla Polek. W chwili, gdy mogliśmy to skończyć coś się złamało i nasz zespół przegrał czwartą partię do 22, a tie-breaka do 9. Skreślił swoją szansę. Pierwszy sprawdzian został oblany - Polki nie awansowały do mistrzostw świata. - Mieliśmy kilka dni, żeby przygotować się na ten turniej - zaznaczał Nawrocki. - Nie byliśmy jako zespół gotowi na mistrzostwa świata. Nie mogliśmy rywalizować z drużynami, które tam się dostały, takimi jak Holandia, czy Serbia, one nie były w naszym zasięgu. Nie mówię oczywiście o Czeszkach, ale po prostu nie byliśmy gotowi na turniej taki rangi.

- W kolejnych tygodniach wygraliśmy drugą dywizję World Grand Prix, zupełnie inaczej prezentowaliśmy się na mistrzostwach Europy. To pokazało, że może i nie ugralibyśmy dużo podczas światowego czempionatu, ale widać było pełny rozwój tego zespołu. Z kilkoma siatkarkami musieliśmy się wtedy pożegnać, ale one traktowały sport jako sposób na życie, a nie pasję. O to, że nie udało mi się odpowiednio wcześnie tego zdiagnozować mam do siebie pretensje - przyznał.

Po tych spotkaniach kadra jeszcze bardziej się odmłodziła, choć ponownie rewolucji dokonać się nie dało. Gdyby porównać wyjściowe “6” w kluczowych spotkaniach dwóch poprzednich sezonów, wyszłoby, że różnią się 2-3 zawodniczkami, choć trzeba do tego doliczyć, że w zeszłym w liście nazwisk zabrakło Joanny Wołosz, która na zmagania tegoroczne już powróciła.

Jednak czy taka rewolta byłaby potrzebna? Poprzedni sezon pokazał, że nie do końca. Polki w Lidze Narodów potrafiły ogrywać mocne zespoły, pokazując przy tym swoje największe zalety. Atak Malwiny Smarzek, blok Agnieszki Kąkolewskiej, poprawiająca się zagrywka, czy zgranie zespołu, który w końcu można było nazwać po imieniu. Drużyna rodziła się w trudach, ale w pewnym stopniu w końcu zagościła przed oczami polskich kibiców. - Staraliśmy się podczas tych spotkań pokazać siatkówkę podobną do tej, którą graliśmy podczas ME w Azerbejdżanie. To wciąż nie jest jednak poziom walki o medale - wyjaśniał trener Nawrocki.

 
Stabilizacja i weryfikacja

- Stabilizacja to dziś słowo klucz dotyczące tej reprezentacji. Ona wyciąga z dołka naszą siatkówkę, jest czymś, co sprawia, że chcemy na nią inaczej patrzeć. Ale za pierwszym składem idzie zaplecze i to ono będzie decydowało o przyszłości. Zaplecze poskładane z liderkami zapewniłoby nam grę o medale na najważniejszych imprezach i inaczej tego nie załatwimy, więc musimy poczekać na ten potencjał. Teraz - jak ułożyć to wszystko pod ten sezon? To jest młoda kadra, więc każdy sezon jest tu kluczowy w ich rozwoju. Mamy 3 zawodniczki za granicą - Kąkolewską, Smarzek i Wołosz - ich gra w lidze włoskiej, gdzie o każdy punkt jest jeszcze trudniej, może sprawić, że na tym polu zyskamy w stosunku do zeszłego roku. Do tego dochodzi praca z juniorkami, które w zespole Waldemara Kawki zdobyły pierwszy od kilku lat medal, co kilku z nich dało choćby wejście do naszej ligi. Je sukcesywnie będziemy też wprowadzać do kadry seniorek. To musimy zatem połączyć, a dalej pracować nad tym, żeby to był zespół.

Te słowa Jacka Nawrockiego wskazują jasno zarówno miejsce, w jakim znajduje się polska reprezentacja, jak i kierunek, w którym podąża. To podstawa do pracy, którą zaczyna wykonywać z zespołem, najpierw spędzając z nim - z paroma zawodniczkami więcej, z innymi mniej - trochę czasu na treningach, choć w zasadzie przenosząc to na grunt meczów. 3 liderki kadry znajdują się obecnie w zupełnie innych miejscach swojej dyspozycji i roli.

Agnieszka Kąkolewska przyjechała do Szczyrku, mając już za sobą parę dni w dość szarym klimacie Polski, porównując to do atmosfery i pogody, jaka panowała podczas jej grania we Włoszech. Wróciła do reprezentacji po sezonie w Pomi Casalmaggiore, zajmując 6 miejsce po fazie zasadniczej Serie A i odpadając w ligowym ćwierćfinale z zespołem Scandicci. - Weryfikacja mojego grania za granicą na pewno wystąpi na kadrze. Jednak Agnieszka Kąkolewska jest Agnieszką Kąkolewską i Włochy być może nieco mnie ukształtowały, ale znowu nie zmieniły bardzo siatkarsko. Poziom ligi jest zupełnie inny i wyższy, co gwarantują często najlepsze zawodniczki na świecie i liderki swoich reprezentacji, ale cele przyjeżdżając na kadrę się nie zmieniają. Każdy je zna i nie są to sprawy indywidualne. Skupiamy się na zespole, tym, żeby się zgrać, a potem myśleć o awansie na igrzyska, czy sprawieniu niespodzianki na mistrzostwach Europy - mówiła środkowa.

Kąkolewska musiała dużo rywalizować o miejsce w składzie swojej drużyny, ale pojawiła się na kadrze dość szybko i mogła chwilę dłużej ćwiczyć z innymi zawodniczkami ewentualne warianty gry, choć te jak podkreśla przyjdzie im pewnie dogrywać dopiero w meczach. Malwina Smarzek zaliczyła sezon w Zanetti Bergamo, który po 9 pozycji nie zakwalifikował się do play-offów, gdzie co prawda nie wszystko szło jej gładko, grała często i mogła poprawić pewne elementy, które będą jej przydatne zwłaszcza pod kątem grania w kadrze. Na zgrupowaniu musiała jednak odpoczywać przez chorobę, choć na pierwszy turniej już pojedzie. Trzeciej Joanny Wołosz w kadrze jeszcze chwilę nie zobaczymy, bo kończy sezon w Imoco Volley Conegliano, gdzie po mistrzostwie Włoch rozgrywająca ma szansę na wygraną w Lidze Mistrzyń. Sukcesy cieszą, martwi jednak problem zgrania z innymi reprezentantkami. Te, jak się okazuje wcale nie są w najgorszej formie, choć żeby wskoczyć na poziom wymuszonego wgrywania się w zespół automatycznie potrzeba im będzie wiele.

Niespodzianki

Kadra 25 zawodniczek powołana przez Nawrockiego na Ligę Narodów liczy 4 mistrzynie Polski, 3 wicemistrzynie i jeszcze 14 zawodniczek prezentujących się na co dzień w Lidze Siatkówki Kobiet. Niektóre z nich stanowiły ważny element swoich zespołów, tak jak i kadry rok temu - Zuza Efimienko-Młotkowska, Martyna Grajber, czy Marysia Stenzel. Są też pozytywne zaskoczenia z ligi, które trzeba będzie przekuć w reprezentacyjny sukces, jak choćby najlepszą blokującą Klaudię Alagierską. Inna niespodzianka to trzymająca w rękach klucz do sukcesu ŁKS-u Commercecon Marta Wójcik. O niej z resztą każdy w Szczyrku wypowiadał się z uśmiechem i niedowierzaniem. W końcu tak doświadczona już graniem po świetnym sezonie w klubie przyjeżdża na kadrę i daje grupie zawodniczek, które nie są w stanie współpracować z inną rozgrywającą spory postęp i pole manewru w treningu.

- Nie każda z zawodniczek dostanie swoją szansę - uprzedzał trener Nawrocki podczas spotkania z dziennikarzami. - Wszystkie mają w sobie wiele ambicji i zawziętości, by grać, ale niektóre większość czasu spędzą w Szczyrku, choć w meczach na pewno będziemy trochę rotować składem - zapewniał. A zawodniczki, których w węższej kadrze zabrakło? - Są w rezerwie. W razie potrzeby sięgniemy po nie w drugiej części sezonu - odpowiedział szkoleniowiec.

Trener Nawrocki w kontekście minionego sezonu ligowego dość delikatnie podchodził do paru innych zawodniczek, które chciał mieć dobrze przygotowane do gry w kadrze. Choćby tych z Chemika Police - Marleny Pleśnierowicz, czy Natalii Mędrzyk. One zostały jednak zamrożone w kwadracie trenera Marcello Abbondanzy. To te mniej przyjemne niespodzianki. - Nikomu nie narzucam schematu grania moich zawodniczek, każdy ma przecież swoją wizję, a że czasem sprzeczną z moją to już inna sprawa. Teraz musimy sobie poradzić z takim stanem rzeczy - wspominał Nawrocki.

Nie oskarżał nikogo, ale jego wizja reprezentantek Polski zgrywających się w Chemiku po tym, jak tam się znalazły, poszła w inną stronę: sprawiła, że tej więzi i zrozumienia jest jeszcze mniej niż było wcześniej. - W klubie nie grałam w tym sezonie dużo, zostałam odciągnięta od tego pierwszego składu i teraz trzeba to odkreślić grubą linią od mojej pozycji w reprezentacji. Dobrze, że końcówka ligi w moim wykonaniu była troszkę lepsza, grałam wtedy nieco na nerwach, ale liczy się przede wszystkim ponowne zgranie z koleżankami na kadrze i postęp po tym, co zrobiłyśmy w zeszłym sezonie - mówiła przyjmująca Natalia Mędrzyk.


Gra na czas

Największy problem kadry Nawrockiego? Wielu bez chwili zawahania odpowie: lewe skrzydło. Nie mamy w nim skutecznego ataku, a i przyjęcie nie zawsze funkcjonuje tak, jak powinno. Pomysłem trenera było przestawienie do tego elementu Magdaleny Stysiak, która zimą zmieniła Chemika na Grot Budowlanych, a już dziś wiemy, że w przyszłym sezonie powinna zagrać we Włoszech. Inna sprawa, że Stysiak, którą do roli w reprezentacji długo i mozolnie przygotowywał Błażej Krzyształowicz nie do końca (przynajmniej w tym momencie) jest na wszystko gotowa. Pod koniec ligi odnowiły jej się problemy zdrowotne, uniemożliwiające płynną grę, a poza tym jej specyfika nie do końca pozwala na dynamiczną grę po lewej stronie boiska.

Stysiak tak naprawdę wciąż uczy się tej pozycji i czeka na postęp. W Grot Budowlanych w finałach LSK dostawała szansę już tylko na zmianie, a podczas pierwszych treningów na kadrze znów okazało się, że nie będzie łatwo. Z 5 uderzonych przez zawodniczkę piłek 4 wylądowały na siatce, a 5 poza boiskiem. To oczywiście tylko jedna sytuacja i pewnie podczas kolejnych możnaby przytoczyć inne statystyki - być może korzystniejsze. Nikt nie powie jednak, że ta przemiana nie stanowi w tej chwili pewnego problemu i zagwozdki dla trenera Nawrockiego. Zwłaszcza, że pozostałe zawodniczki na lewym skrzydle również nie funkcjonują perfekcyjnie. Kadrze potrzeba tempa, szybkości i skuteczności. Dynamiki, choćby takiej, do której szkoleniowiec pół żartem, pół serio odnosił się w trakcie treningów. 

Najważniejsze, by z tej grupy narodził się zespół kilkunastu walecznych dziewczyn, które sobie i nam będą w stanie dużo udowodnić. Grały w sezonie ligowym, czy nie. Zostały zamrożone, czy maksymalnie wyeksploatowane. Zdobyły tytuł mistrza kraju, czy zaliczyły spadek formy. Kadra to inny świat i pole, na którym wiele można zmienić. Czas na weryfikację, choć odbędzie się ona w szalonym tempie. W świecie sportu "gra na czas" to sformułowanie, które działa na korzyść drużyny, która ma coś do wygrania, a w tym przypadku jest zupełnie odwrotnie. Wyjazdy na Ligę Narodów, ledwie kilkudniowa praca przed każdym z turniejów w kraju, a następnie szybko przychodzące turnieje, które być może zdecydują o przyszłości tej kadry. Być może. - Ja myślę, że my mamy przyszłość jeszcze daleko przed sobą. To dość młody zespół, w którym zdecyduje zgranie i uzyskana forma. Ten rok, choć ważny nie ma być dla nas takim "być albo nie być". Nie chcemy tak myśleć, choć oczywiście walczymy o najwyższe cele i liczy się to, jak nam to wyjdzie - mówiła w Szczyrku Martyna Grajber. 

Za reprezentacją Polski parę treningów w Szczyrku, wybranie kadry do Montreux i dwa pierwsze turniejowe spotkania. Jedno zwycięstwo, jedna porażka. To nie pora na wyroki, a czas pracy. Tytanicznej, która stworzy nam kadrę, z której będziemy mogli być zadowoleni. Do wróżby prezesa PZPS Jacka Kasprzyka, który o Polkach mówi "skoro wygrały pierwszy mecz, to niech spełni się porzekadło o tym, że cały sezon będzie jak pierwszy mecz - zwycięski", muszą dojść także wskazówki pod kątem dyspozycji na boisku. Z tą w pierwszych spotkaniach wcale nie było źle. Są błyski, są wykrzykniki, przy których trzeba przysiąść, ale są też - stety lub niestety - znaki zapytania. Teraz powoli wszystko będzie się wymazywać, by przy najważniejszych chwilach pozostała czysta karta. Gotowa do zapisania, a czy pozytywnymi, czy negatywnymi uwagami trenera Nawrockiego - przekonamy się.

CZYTAJ TAKŻE>>> SIATKÓWKA: Złoty orzech “Łódzkich Wiewiór”. Narodziny sukcesu ŁKS-u Commercecon

Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Które miejsce/obiekt w Łodzi jest największą atrakcją turystyczną?









Oddanych głosów: 3898