zamknij

Sport i rekreacja

SIATKÓWKA: Złoty orzech “Łódzkich Wiewiór”. Narodziny sukcesu ŁKS-u Commercecon

2019-05-04, Autor: Jakub Balcerski

103 mecze rozegrał ŁKS Commercecon Łódź od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej siatkówki kobiet w Polsce. To baśnie 100 i jednej historii. 100 spotkań prowadzących do najpiękniejszego tygodnia w historii klubu, gdy zespół prowadzony przez Michała Maška zamknął ligowy finał w 3 odsłonach, zdobywając drugie mistrzostwo kraju po 36 latach oczekiwań. To opowieść o trudach sezonu, tworzeniu się wielkiej drużyny i nawiązywaniu do pięknej tradycji. Złoto na szyjach siatkarek jest czymś więcej niż jedynie medalem.

 

 

 

Reklama

Koniec tułaczki

18 maja 2016 roku parkiet hali przy ul. Skorupki w Łodzi pachniał szampanem. Po 23 latach Łódzki Klub Sportowy wygrywa siatkarską I ligę kobiet, co w ciągu nieco ponad miesiąca okaże się przepustką do powrotu do ekstraklasy. Ich własnego raju.  

Tradycje siatkarskie ŁKS-u były już poruszane przez różnych dziennikarzy na wiele sposobów. Każdy opisywał odbudowę sekcji, mecze w hali z przeciekającym dachem, historie zawodniczek grających tu dłużej niż od ponownego wejścia na szczyt, zastanawiał się także nad trudem, jakiego dołożył klub, żeby wrócić do elity i odbudować swoją markę w siatkarskiej Polsce. Dziś przyszedł jednak czas, żeby więcej napisać o tym, co działo się później. O walce, która była bezpośrednim skutkiem tego powrotu do Ligi Siatkówki Kobiet.

Okazało się przecież, że o ile awans na najwyższy poziom rozgrywek w naszym kraju nie był dla ŁKS-u łatwy i wciąż się przedłużał, tak gdy udało się już tam dojść, łodzianki poczuły się jak we własnym domu. Wizja rozwoju drużyny, budowanie, jak to w tej dyscyplinie bywa składów w wielu elementach znacznie się od siebie różniących, ale mających podobne podstawy i cele. Ciągłą poprawę, zaspokajanie wielkich ambicji kibiców i radość z gry. To udało się osiągnąć dużo wcześniej niż ktokolwiek zakładał.

 

Lekcja za lekcją

Pierwsze problemy ŁKS-u Commercecon przyszły z pierwszym meczem w wówczas jeszcze Orlen Lidze. Sezon 2016/2017 zawodniczki rozpoczęły od porażki w 3 setach z Budowlanymi Toruń. Zespół prowadził człowiek, który wszedł z nim do ekstraklasy – Maciej Bartodziejski. Jednak nie zawsze taka współpraca sprawdza się już na poziomie, który był marzeniem zespołu z I ligi. Z resztą nieco odmienionego na nową kampanię. To się potrafi wypalić, co stanowi przykrą sytuację, ale najważniejsze to przyznać się przed sobą, że tu potrzeba czegoś innego. Szkoleniowiec odszedł, zostawiając zespół, ale ten niemalże od razu otrzymał nowego trenera. Przychodzącego do „nieswojego” zespołu Michała Maška, który miał już pewne doświadczenie trenerskie, dzięki pracy jako asystent w rodzimej Słowacji, Niemczech, a także Chemiku Police. Teraz przyszło jednak najważniejsze wyzwanie jego dotychczasowej kariery i wielka szansa.

Sezon nie zapowiadał się oczywiście łatwo. Początek z porażką nigdy nie wróży drogi usłanej różami przy kolejnych przeciwnikach. Tak było i w tym przypadku, bo łodzianki ostatecznie zaliczyły 16 porażek i 13 wygrywały swoich spotkań. Oczywiście trudno było myśleć, by w pierwszym sezonie po powrocie do elity pokonywać wówczas absolutną potęgę polskiej ligi – Chemika Police, walczące o medale zespoły z Wrocławia, czy Rzeszowa, a tym bardziej zaliczające wyjątkowo udany sezon lokalne rywalki – Budowlanych Łódź. To były lekcje zarówno poziomu sportowego, którym ŁKS jeszcze wielu nie był w stanie dorównać, ale także docieranie się zawodniczek, z których część pozostała przecież na kolejny sezon – w pełni układany już przez Michała Maska.

- To był mój debiut w roli pierwszego szkoleniowca, a zespół, do którego przychodziłem był - chyba można tak to nazwać - nie mój. Czy był to najtrudniejszy sezon dla mnie? Każdy ma swoje lepsze i gorsze momenty, ale uważam, że był udany. Przegrywaliśmy wiele ważnych spotkań, ale wygrywaliśmy też parę takich, w których nie byliśmy faworytem. To wszystko wskazało nam pewną drogę, filozofię, którą powinniśmy iść. Potem zmiany kadrowe uczyniły ten zespół lepszym i w kolejnym sezonie mogliśmy rywalizować z największymi - wspominał w audycji “Sport na końcu języka” trener Mašek. Choć chyba niewiele osób po ostatnich meczach o 5 miejsce z zespołem z Dąbrowy Górniczej, przegrywanych po 0:3 byłby w stanie powiedzieć, że wszystko od nowej kampanii się odmieni. Z resztą ŁKS i tak pokonał cele i przewidywania ekspertów. Wszystko robił o parę kroków do przodu.

 

O srebro

W składzie na pierwsze ligowe potyczki jesienią było 7 zawodniczek z poprzedniej kadry. Przyszły choćby Zuzanna Efimienko-Młotkowska z doświadczeniem w reprezentacji Polski, Amerykanka Deja McClendon czy brazylijska przyjmująca Regiane Bidias. Z tej ostatniej przy transferze niektórzy się śmiali, nie widząc jej kompletnie w składzie łodzianek, a twierdząc, że jej przyjście zostało podyktowane jedynie elitarnością, jaką cieszy się jej kraj w świecie siatkówki. Jakże przedziwnie musiały wyglądać ich miny po meczach, w których okazywała się największym atutem ŁKS-u. - Teraz to ja mogę się śmiać takim osobom w twarz - mówił po całym sezonie prezes Hubert Hoffman. Człowiek, który zbudował w Łodzi zespół, co w siatkówce kobiet wydaje się często niemożliwe lub bardzo trudne.

Pierwsza porażka? 7 stycznia 2018 roku, 12 kolejka LSK. Z Chemikiem Police, mistrzem Polski po tie-breaku w meczu, w którym Atlas Arena mogła wybuchnąć radością po 3 partiach. Prowadząc 2:0 w setach i będąc na dobrej drodze do zakończenia spotkania, łodzianki straciły swoją przewagę, a Chemik zdołał odwrócić wynik. Ale czy to zmieniło ich sytuację? Sprawiło, że zawodniczki załamały się i straciły formę? Absolutnie nie, co potwierdzać może fakt, że przegrały jedynie 1 z 10 kolejnych spotkań - 1:3 w Pile. Po drodze zagrał jeszcze w historycznym finale Pucharu Polski w Nysie, w którym jednak po odniesionej dzień wcześniej kontuzji Lucie Muhlsteinovej nie był w stanie zatrzymać Grot Budowlanych. Łódzki rywal wygrał z nimi jeszcze później w lidze, podobnie jak po raz drugi Chemik, który wskoczył na poziom, gdy zatrzymanie ich nie należało do najłatwiejszych zadań, o czym ŁKS miał się jeszcze raz przekonać.

Podopieczne Michała Maška awansowały do półfinału i pierwszy raz od lat walczyły o medal dla Łodzi. Rywalizacja z Developresem SkyRes Rzeszów, który dwa razy uległ ŁKS-owi po 5 setach w fazie zasadniczej od początku zapowiadała się na emocjonującą i wyrównaną. Rozstrzygnąć miał ją dopiero 3 mecz, po wygranych u siebie najpierw rzeszowianek, a następnie łodzianek. Pojedynek wrócił więc na Podpromie, gdzie rozegrało się chyba jedno z największych widowisk sezonu - pełne zwrotów akcji, dramatów po jednej i drugiej stronie - grze bez liderek, błędami, zmęczeniem, a zakończone nieprawdopodobnym tie-breakiem i jedną wiadomością. ŁKS zagra o złoto mistrzostw Polski - to była prawda! Blok Katarzyny Sielickiej zapewnił im niezapomniane chwile radości, choć ucięte już w kolejnych dniach przez dwa mecze z Chemikiem.

Tylko dwa. Mistrz Polski okazał się zbyt silny i wygrał w pierwszym spotkaniu w 3 setach (a w jednym aż 25:4), by zapewnić sobie złoto w Łodzi po 4 partiach. Tam ŁKS walczył bardziej i być może nieco równiej, ale na Stefanę Veljković, czy Malwinę Smarzek nie było wtedy mocnych. To nie było jednak srebro łez, a wielki sukces, choć przez wielu odebrany podobnie, jak porażka w finale ligi Budowlanych rok wcześniej. Zrobił się z tego trochę mecz o srebro, bo Chemik był silny, rozdawał karty i wydawał się po 5 kolejnych złotach nie do zrzucenia ze swojego tronu. Łodzianki niesione dopingiem kibiców, atmosferą dobrze ułożonego klubu i wynikiem sportowym przystępowały do kolejnej kampanii dobrze nastrojone, choć wciąż nieświadome, czy wynik wypracowany w maju 2018 roku jest do powtórzenia.

 

Majstrovstvo?!

A do poprawy?! To tak się da? Biorąc pod uwagę, że zespół na nowy sezon znów trzeba było przebudować, wydawało się to bardzo trudne do osiągnięcia. Zwłaszcza, że jeszcze bardziej wzmocnili się rywale. Znów zostało 7 zawodniczek, a przyszła mieszanka odmłodzenia i doświadczenia - środkowa Klaudia Alagierska oraz atakująca Monika Bociek z DPD Legionovii (23 i 22 lata), ale także Marta Wójcik (37 lat), która została kapitanem zespołu. Żadna z nich nie była kluczową zawodniczką. Każda natomiast odpowiednio potrzebną do zbudowania drużyny, która zaskoczy wszystkich.

Tym razem pamiętnych meczów w początkowej fazie sezonu było mniej. W każdym za to obowiązywała gwarancja emocji. Nie zawsze tych zdrowych, bo ŁKS grał przede wszystkim nierówno. Przyszedł jednak pierwszy mecz w Lidze Mistrzyń dla klubu i… po raz pierwszy okazał się zwycięski dla łodzianek. Można było odłożyć na bok nierówności, blokowanie się z innymi rywalami, problemy - nie tylko pod względem sportowym na samym początku sezonu. Liczyło się tylko to, że pokonany został SSC Palmberg Schwerin. Co prawda była to jedyna wygrana ŁKS-ianek w całych europejskich rozgrywkach, które wyszły im dość niezdrowo - zmęczeniem, problemami z natężeniem spotkań, czy najzwyczajniej w świecie porażkami, które bolały nieco za mocno niż powinny. Jedno się nie zmieniało - piękne wsparcie kibiców zarówno Polsce, jak i całej Europie na wyjazdach, dzięki czemu łódzka atmosfera została zauważona.

6 porażek w lidze, rywalizacja w Pucharze Polski zakończona na półfinale, do którego awans w ćwierćfinale z Wisłą Warszawa okazał się być męką i dramatycznym, 5-setowym bojem. Mimo głębii składu, transferów powrotnych Lucie Muhlsteinovej i Izy Kowalińskiej wiele problemów pojawiało się nawet z wydobywaniem z niego potrzebnej formy. Mini-kryzysy, dołki psychiczne i fizyczne. To wszystko towarzyszyło ŁKS-owi w tym sezonie. Oczywiście w różnych formach i okresach, ale było obecne. - Na pierwsze play-offy do Bielska-Białej jechałyśmy bez pewności. Mogłyśmy przegrać wtedy z każdym, bałyśmy się, że to będzie koniec - mówiła później Zuzanna Efimienko-Młotkowska. Strach był jednak niepotrzebny. Przed meczem z BKS-em narodził się zespół, który rozpoczął podbój. Najpierw ćwierćfinału, na który potrzebował jedynie 8 setów, a następnie półfinału. Znów z Developresem SkyRes Rzeszów i znów z tie-breakiem. Na szczęście tylko jednym, tym pierwszym w Rzeszowie, który dał pewną przewagę - pomimo częściowej słabości ŁKS-owi i tak udało się wygrać. Dzięki temu w Sport Arenie podopieczne Micelliego wyszły na lanie od łodzianek i tak znów stało się coś niezwykłego. ŁKS szedł po ligowy medal, w dodatku złoty. I nie był w tym bez szans.

 

Złoty orzech

23 kwietnia, godzina 19:00. Michał Mašek kończy rozgrzewkę przed siatkarskimi derbami Łodzi w finale Ligi Siatkówki Kobiet. Swoją rozgrzewkę, z boku hali, na półtorej godziny przed początkiem spotkania. I tak trzykrotnie, przez cały finał. Potem pierwszy pojawiał się na hali, pierwszy meldował swoją drużynę i pierwszy rozpoczynał z nimi ostatnie dogrzewanie się do spotkania. Presja, oczekiwania i ogromna szansa. Klimat był zawsze taki sam, a mecze… Cóż, też wciąż takie same.

Bardzo dobre porównanie, co do finałowego starcia zamieściła na Instagramie Krysia Strasz. Konkretnie była to wiewiórka połykająca kolejne orzechy, oczywiście w nawiązaniu do słynnego już nazywania ŁKS-u “Łódzkimi Wiewiórami”. Za chwilę z ust kibiców miał się zmienić przymiotnik określający te zwierzęta. Trzeci mecz, trzeci tie-break i trzecia przewaga. Jak się okaże - nie do obronienia przez Grot Budowlane. Szał radości, jaki wypełnił całą halę, gdy sędzia zakończył spotkanie był niesamowity. Lata oczekiwania, miesiące treningów i krystalizowania drużyny. Przekleństwa, problemy organizacyjne, kontuzje, tempo meczowe. To wszystko w końcu można było odłożyć i połknąć 3, tym razem złoty orzech.

Mistrzostwo Polski otwiera ŁKS-owi ścieżkę podobną, ale jednak chyba jeszcze bardziej wymagającą niż rok temu. Tytuł można przecież obronić, znów pokazać się w Europie, a skład choć częściowo utrzymać. To wszystko kolejne wyzwania stojące przed klubem. Baśnie się skończyły, trzeba pisać kolejne. Dla kibiców to przecież nie tylko opowieści i piękne wspomnienia. Każdy złoty medal na szyjach ich “Wiewiór” to odrębna historia, przyprawiająca kochającego łódzką siatkówkę o kilka łez. No, może kilkanaście.

Oceń publikację: + 1 + 124 - 1 - 5

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tulodz.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuŁódź

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tulodz.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Na kandydata którego komitetu wyborczego zagłosujesz w wyborach do Parlamentu Europejskiego?







Oddanych głosów: 1545